To śmiałe stwierdzenie wysnułem myśląc na temat najchętniej i najczęściej sadzonej w naszych ogrodach a jednocześnie nie rzadko darzonej niechęcią rośliny. Tuja, czyli żywotnik (mówiąc językiem ogrodniczym i po polsku), niewątpliwie króluje na naszych posesjach. Sięgając pamięcią wstecz, nie przypominam sobie żadnego ogrodu w całej mojej karierze zawodowej zupełnie pozbawionego tej rośliny. Może w konkursie na ogród bez tui wygrałby taki, w którym nie rośnie nic i dopiero spokojnie czeka na obsadzenie.
Panowanie tui we współczesnych ogrodach jawi się nie tylko w ilości, ale również w trwałości tej rośliny, intensywności formy, koloru i wielkości. Tuja pojawia się w postaci różnego rodzaju żywopłotów, witających nas przed posesjami, chroniących nas przed wzrokiem przechodniów. Czasem sadzona jest jako ozdobny soliter, często wycina się z niej różnego rodzaju formy.
Szczególnie bardziej wyszukane odmiany żywotnika zachodniego właściciele ogrodów traktują jako rośliny zdobiące, nie jako tworzywo do izolacji wzrokowej. Zwłaszcza stare odmiany – niskie, kuliste jak np. „Danica”, „Golden Glob”. Ale powstają też nowe np. „Kager’s Beauty”, które burzą trwale ugruntowaną w naszej świadomości postać owej rośliny.
Muszę powiedzieć, że tuja nieraz przydaje mi się w mojej praktyce tworzenia ogrodów. Stosuję ją jako dodatek, uzupełnienie, tworzywo ważne, czasem wypełniające lub dające tło. Nigdy jednak nie dałem jej zagrać pierwszej roli (choć były wyjątki, ale tylko w formie ciętej spirali lub kuli na pniu).


Żywotnik jest piękną rośliną o niezwykłej odporności na niskie temperatury (tutaj mam na myśli najczęściej sadzonego żywotnika zachodniego), dużej zdolności do regeneracji i zabliźniania ran. Jest też odporna na choroby grzybowe, z wyjątkiem patogenu grzybopodobnego-Fytoftorozy.
Podobnie jak sosna, jodła, świerk, czy inne rośliny nagozalążkowe, tuja zachwyca mnie swoją pierwszością istnienia na tym świecie, jeszcze przed roślinami kwiatowymi. Przy powolnym wzroście wydaje się przekonywać nas o swoim niebagatelnym znaczeniu i mówić na przekór szybko rosnącym roślinom okrytozalążkowym, że była tu dużo wcześniej przed nimi.
Nie musi tworzyć dużych pięknych liści i kwiatów, nie musi nigdzie się śpieszyć, bo i tak ma ugruntowane znaczenie w zielonym świecie. W swoim naturalnym środowisku porasta znaczne obszary i jest głównym gatunkiem lasotwórczym w Ameryce Północnej.
A więc dlaczego tak często gardzimy tują, jakoby zwykłą, pospolitą, wręcz nieładną? Pomijam już pseudonaukowe wywody na temat szkodliwości i wyjątkowej toksyczności tui, czy tego, że siedzą w niej kleszcze.
Przecież jej igły dość szybko wysychają, wnętrze zazwyczaj jest suche, a zwarty system korzeniowy dość szybko eksploatuje wodę z podłoża, więc dla kleszczy, które lubią wilgoć tuje nie są dobrą kryjówką. Czego więc w tujach nie lubimy?
Odpowiedzią na pytanie jest stwierdzenie, że nie jest to roślina brzydka, tylko sadzona w ogrodach w niewłaściwy sposób. W tym momencie przychodzi mi na myśl stwierdzenie, że tuje rosną wszędzie i jest już ich zbyt dużo. Krótko mówiąc są opatrzone, oklepane…..itd. Nie jest to jednak takie oczywiste, bo jeśli w krajobrazie jakieś tworzywo występuje w sposób dominujący (a tak w naturze zazwyczaj się dzieje), to kompozycja jest przez nas bardzo dobrze odbierana. Żeby wyjaśnić tą myśl najkrócej i najprościej, proponuję spojrzeć na zdjęcie gór, rozległych łąk, lub starego włoskiego miasta zbudowanego z jednakowego kamienia.
Problem polega na nieciekawym zastosowaniu tej rośliny np. często z żywotnika sadzi się żywopłoty – i dobrze bo bardzo się do tego nadają. Niekorzystnie jednak odbieramy zjawisko, gdy ładnie przycięty żywopłot z tui posadzony jest za płotem i niejako duplikuje jego zadanie, co sprawia wrażenie jakby jedno ogrodzenie konkurowało z drugim. Często też oba ogrodzenia nachodzą na siebie i tworzą niezbyt udane kompozycje a jednocześnie stanowią mocną, czytelną formę w krajobrazie.

Odpowiedzią na pytanie jest stwierdzenie, że nie jest to roślina brzydka, tylko sadzona w ogrodach w niewłaściwy sposób. W tym momencie przychodzi mi na myśl stwierdzenie, że tuje rosną wszędzie i jest już ich zbyt dużo. Krótko mówiąc są opatrzone, oklepane…..itd.
Nie jest to jednak takie oczywiste, bo jeśli w krajobrazie jakieś tworzywo występuje w sposób dominujący (a tak w naturze zazwyczaj się dzieje), to kompozycja jest przez nas bardzo dobrze odbierana. Żeby wyjaśnić tą myśl najkrócej i najprościej, proponuję spojrzeć na zdjęcie gór, rozległych łąk, lub starego włoskiego miasta zbudowanego z jednakowego kamienia.
Problem polega na nieciekawym zastosowaniu tej rośliny np. często z żywotnika sadzi się żywopłoty – i dobrze bo bardzo się do tego nadają. Niekorzystnie jednak odbieramy zjawisko, gdy ładnie przycięty żywopłot z tui posadzony jest za płotem i niejako duplikuje jego zadanie, co sprawia wrażenie jakby jedno ogrodzenie konkurowało z drugim.
Często też oba ogrodzenia nachodzą na siebie i tworzą niezbyt udane kompozycje a jednocześnie stanowią mocną, czytelną formę w krajobrazie.
Kolejnym spostrzeżeniem, które uświadamia mi dlaczego nie lubimy tui (szczególnie na potęgę sadzonej odmiany Szmaragd) jest najkrócej ujmując: przesada- przeładowanie.
Naturalne, eleganckie formy tui Szmaragd, jej strzeliste kształty przypominające cyprysa z południowej Europy a stoją wszędzie. Nie ma dzielnicy, nie ma ulicy w naszym kraju, przy której nie stałyby dostojne Szmaragdy, w równych rzędach. Można by oczekiwać, że te dostojne drzewa wyznaczają osie widokowe, podkreślają aleje, definiują symetrię… ale nie. Nic takiego nie robią. Po prostu rosną przy każdym – doinwestowanym albo zardzewiałym płocie, towarzyszą każdej – ładnej albo brzydkiej, eleganckiej albo nie, nowoczesnej albo staroświeckiej – architekturze. I, o zgrozo, nieraz „upiększają” urokliwe zabytkowe kościoły i cerkwie.

To tak jakby przy każdym domu postawiono kolumnadę, albo przy wejściu dwa lwy. Wtedy nikogo by nie dziwiło, że to nie pasuje.
Dzięki temu, że ta piękna roślinka jest tania, produkowana na masową skalę, i wytrzymała na niekorzystne warunki, stała się ogrodowym popychadłem.
Uważam, że nie musi tak być. I faktycznie wielu ludzi, planując żywopłot, zaczyna zastanawiać się – a co innego zamiast tui? Może by tak…..grab? Googlujemy- o jaki ładny – i sadzimy liściaki. Żywopłoty liściaste często naturalniej wpisują się w krajobraz, ale o nich nie będę tu pisał. Wracam do żywotnika. Myślę, że z czasem będzie stosowany z umiarem i dzięki temu w bardziej przemyślany sposób.

Niewątpliwie tuja zmieniła krajobraz Polski w ciągu ostatnich dwudziestu paru lat. I pozostanie z nami na długo. Trochę tak jak kiedyś topola włoska – rosła wzdłuż dróg w miastach, wsiach i między rozległymi polami, towarzysząc każdemu zachodowi słońca. Topole krótkowieczne i kruche, bez bólu ze strony miłośników drzew, spotyka los piły łańcuchowej. Dlatego w dużej mierze zniknęły z krajobrazu Polski.
Z tujami jest o tyle inaczej, że te z nich, którym uda się wyrosnąć na duże drzewa, pozostaną na długo. Umiejętnie cięte żywopłoty, czy też cierpliwie odmładzane rośliny, może i na trwałe wpiszą się w nasz krajobraz.
Co więc na koniec powiedzieć o tej roślinie w kontekście krajobrazu i ogrodu? Patrzmy na nią bez uprzedzenia, ze świadomością posiadania rośliny o wyraźnej formie. Sugeruję też wszystkim projektantom i posiadaczom ogrodów, żeby niekoniecznie wykluczenie żywotnika uznali za sukces projektowy czy ogrodniczy, ale myśleli o otaczającej przestrzeni w sposób całościowy i świadomy.
